Powrót do Domu - opowiadanie

Byłem w klubie.

Na obrzeżach tanecznego parkietu, efektowna brunetka po 30–ce w małej czarnej, seksownie poruszając ciałem w rytm muzyki, wyraźnie kokietuje dość przystojnego blondyna w garniturze, wyglądającego na świeżo upieczonego radcę prawnego z porządnej kancelarii. Ta kobieta jest w swoim żywiole. Mężczyzna z największym trudem usiłuje dotrzymać jej kroku w tym szaleńczym tańcu. Spod frywolnie podwiniętej w górę sukienki wygląda szeroka koronka pończoch. Rozpuszczone, kręcone włosy falują na jej obnażonych ramionach. Facet objął ją jedną ręką i nie przerywając tańca przyciągnął mocno ku sobie. Ich podbrzusza spotkały się ocierając zmysłowo o siebie. Dłoń oparta na plecach kobiety płynnie ześlizgnęła się w dół i teraz spoczywała już na ponętnym pośladku uwięzionym pod cienkim materiałem sukienki. Kropelki potu perliły się na ich skroniach. Chłonąłem to przedstawienie z rosnącym podnieceniem.

Muzyka zamilkła na moment, by po krótkiej chwili wybuchnąć na nowo. Ale obserwowana przeze mnie para miała już dosyć. Zaopatrzeni w drinki przenieśli się na szeroką kanapę, ulokowaną dokładnie naprzeciwko mojej samotni. Facet postanowił iść za ciosem.Prawa dłoń faceta całkowicie zniknęła pod krótką sukienką partnerki. Nieznaczne, wahadłowe ruchy ramienia pozwalały domyślać się, że robi jej właśnie palcówkę, drugą dłonią obmacując przez ubranie jędrną pierś kobiety. Z przymkniętymi oczami zatopił twarz w jej włosach upajając się zapachem chętnego ciała. Drobna, kobieca dłoń delikatnie poruszała się wzdłuż wewnętrznej strony ud mężczyzny, niebezpiecznie zbliżała do krocza, od czasu do czasu sięgając ciut dalej, opuszkami palców pieszcząc sztywną zapewne męskość ukrytą w spodniach. Facet zaczynał chyba tracić nad sobą kontrolę. Wolną ręką chwycił leżącą na oparciu marynarkę, rozłożył ją na swoich kolanach, po czym sięgnął do rozporka. Uderzyła mnie fala gorąca. Moje podniecenie sięgnęło zenitu. Gniotłem członka między nogami, ale wciąż czułem narastające mrowienie w okolicach podbrzusza. Jakaś dziwna siła ściskała mi gardło, zrobiło się duszno, a w głowie wiło się olbrzymie kłębowisko myśli. Plastyczna, niemal fotograficzna wizja tysięcy śliskich żmij i robaków, które rozpełzają się w głąb mojego jestestwa.

W tym momencie kobieta nerwowo rozejrzała się dookoła i szepnęła coś do ucha partnerowi. On z wyraźnym ociąganiem podniósł się z miejsca i zaczął przedzierać przez tłum tańczących, w kierunku barku, zapewne w celu przygotowania drinków. Kobieta spokojnie uporządkowała garderobę, poprawiła włosy i energicznie poderwała się z kanapy. Chwilę później stała już przede mną.

– Kochanie, późno już. Strasznie szumi mi w głowie, wracajmy do domu. Mam dość na dzisiaj. Wstałem z miejsca i objąłem żonę. Wychodząc, obejrzałem się jeszcze w kierunku rozbawionych uczestników imprezy i wyłowiłem wzrokiem czerwonego jak burak byłego towarzysza moje żony. Stał na samym środku tanecznego parkietu w rozchełstanej koszuli i z pełnymi kieliszkami w dłoniach, żałośnie rozglądając się dookoła. Po chwili z nadzieją w oczach ruszył w kierunku toalety. W taksówce, Iza czule przytuliła się do mnie. Objąłem ją, a ona oparła głowę na moim ramieniu. Niecierpliwą dłonią zachłannie buszowałem pod sukienką. Była tam taka mokra. Przecież jeszcze przed chwilą tkwiły w niej paluchy tamtego faceta. Zwiedzały te same, najbardziej intymne zakamarki jej ciała. Z masochistycznym podekscytowaniem pieściłem tę myśl czując kolejną falę podniecenia. Głaskałem jej szparkę, ugniatałem pośladek i nakręcałem się jeszcze bardziej widząc jak, w blasku mijanych latarni, taksówkarz chciwie zerka we wsteczne lusterko, które zdążył już ustawić pod odpowiednim kątem. Oboje lubiliśmy te nasze małe prowokacje.

Kto by się tego spodziewał? Życie ciągle zaskakuje. Jeszcze kilka lat temu zwariowałbym chyba na samą myśl, że jakiś dupek dobierał się do mojej żony. Myśl o tym, że mogłaby mnie zdradzić rodziła wyłącznie agresję i wyobrażenie krwawej vendetty. Kurwa, ona jest moja i tylko moja, wyłącznie dla mnie. Jak szczoteczka do zębów. Kiedy wyjeżdżałem na dłużej, czasem budziły się jakieś złe myśli, przeczucia, doprowadzało mnie to do szaleństwa. Sam nie byłem święty, o nie, zawsze hołdując zasadzie, że gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Ale facet, to w końcu facet, instynkt zdobywcy, archetypy, atawizm, wiadomo musi się wyszumieć, ale kapłanka domowego ogniska ma przy nim trwać wiernie i do grobowej deski. Amen.

Ale czas płynął i choć wciąż było wspaniale, rutyna powoli gasiła płomień namiętności. Kiedyś zauważyłem, że z coraz większą przyjemnością obserwuję wrażenie, jakie Iza robi na innych mężczyznach. Wstydząc się tego przed samym sobą, łakomie chwytałem ich wzrok, ich obleśne uśmieszki, głodne spojrzenia, wybrzuszenia w spodniach. Upajałem się tym widokiem, wyobrażeniem myśli, które kołatały się wtedy w ich głowach. Czytałem w ich oczach jak w otwartej książce. W swoich fantazjach rżnęli ją na wszystkie, najbardziej perwersyjne sposoby. Łapczywe dłonie brutalnie obmacywały jej ciało, jej usta obejmowały ich sterczące fiuty. I choć długo nie chciałem przyjąć tego do wiadomości odkryłem, że kręci mnie to, jak nic innego. Znacznie bardziej niż dmuchanie innych dup, choćby nawet były boginiami seksu.

Kochając się z Izą wyobrażałem sobie, że to nie ja w nią wchodzę tylko ten, czy inny facet, znajomy lub obcy. W końcu kiedyś w miłosnej ekstazie wyrzuciłem to z siebie i nasze łóżko zapłonęło jak chyba nigdy dotąd. Na początku traktowała to jako kolejną, chwilową, wyuzdaną fantazję, ale wciągnęło ją tak samo jak mnie. Teraz już werbalnie dostarczała mi nowych bodźców, relacjonując zdarzenia pełne erotycznego napięcia. Z wypiekami na twarzy dowiadywałem się, że jej szef ma w zwyczaju „przypadkowo” kłaść dłoń na jej udzie, że jakiś smarkacz ocierał się o jej tyłek w autobusie, słuchałem o tym jak facet w serwisie samochodowym ostentacyjnie eksponował swoje genitalia, doskonale uwypuklone pod obcisłym kombinezonem, robiąc przy tym obleśne, seksistowskie uwagi , jak inny gówniarz obnażył penisa wykrzykując wulgarne teksty pod jej adresem. Ta oliwa, dolewana do ognia zdolna była wywoływać eksplozje.

Potem już świadomie bawiliśmy się w tę grę. Iza wykorzystywała najrozmaitsze sytuacje, by nasycić mój wzrok, nakarmić moją lubieżną chuć. Subtelny flirt, błysk w oku, nie wypowiedziana obietnica i zostawiała faceta rozgrzanego do czerwoności z głową pełną iluzji i nadziei. Ja fantazjowałem o tych ich rojeniach, odgadując w zamglonych oczach scenariusze najbardziej wyuzdanych scen, w których główną rolę grała moja żona. Najpierw były to spontaniczne epizody, potem próbowaliśmy już reżyserować coraz mniej niewinne flirciki. I brnęliśmy dalej, pragnąc wciąż nowych doznań. W końcu Iza pozwalała na delikatne macanki zasłaniając się swobodą alkoholowego upojenia. Ale to wszystko było jeszcze bardzo miękkie, eteryczne, ledwie przekraczające granice intymności, działało jak najlepszy afrodyzjak. A ja pławiłem się w tych emocjach, pełnych sprzeczności nie do pogodzenia, które syciły libido gwałcąc moje męskie ego. To przecież w końcu ja posuwałem ten mroczny przedmiot pożądania, który doprowadzał do stanu wrzenia tamtych facetów. Nieziemski seks po każdej udanej prowokacji wart był każdej ceny.

– 55 złotych – jak z zaświatów dotarł do mnie krótki komunikat kierowcy.
– Reszty nie trzeba – podałem mu banknoty i w pośpiechu opuściłem taksówkę.

Pragnąłem jak najszybciej dać upust swej kipiącej żądzy, którą na wszelkie sposoby tłumiłem przez cały wieczór. Na klatce schodowej chwyciłem ją za kark, popychając w kierunku korytarza prowadzącego do podziemnego garażu. Przywarliśmy do ściany. Gniotłem dłonią biust, gdy druga ręka błyskawicznie znalazła się między jej nogami. Obcesowo podciągnąłem sukienkę, odsunąłem paseczek majtek i wbiłem się palcami w ociekającą śluzem szparkę.

– Dobrze ci było ździro? – wydyszałem wprost do ucha.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, moje usta zachłannie wpiły się w błyszczące wargi. Języki splotły się w dzikim tańcu. Zanurzyłem dłoń w jej włosach ujarzmiając burzę bujnych, falujących loków i na chwilę odciągnąłem od siebie jej twarz.

– Mów, jak ci było… – szeptałem prawie nieprzytomny z podniecenia. Moje palce, jak dobrze naoliwiony tłok, poruszały się w otchłani pulsującej kobiecości. Patrzyła w moje oczy szalonym, płonącym wzrokiem.

– Dobrzee…. Macał mnie… tak miękko…. zachłannie… łapczywie… tak…, inaczej niż ty… – nie mogła złapać oddechu.

– I szeptał… straszne świństwa…. Jego kutas… był gruby…, gorący… – wyrzucała te urywane zdania zachrypniętym głosem.

– Dalej… – wydusiłem przez zaciśnięte zęby.

– Był taki napalony…, chciał… żebym… mu obciągnęła… w toalecie – sapała mi w twarz – Nie poszłam… prosił żebym… zrobiła mu dobrze… ręką…

– Dlaczego z nim nie poszłaś…? Wiem, że chciałaś to zrobić… – brnąłem oszołomiony pożądaniem.

– Nie…, chcę tylko ciebie… Uwielbiam te prężące się dla mnie kutasy…, ale tylko ty… możesz mnie rżnąć… – wiedziała, że właśnie to chciałbym usłyszeć. Rozpiąłem rozporek i nadziałem ją na swojego członka jednym pchnięciem.

– Taaak… rżnij mnie… taak…. uwielbiam twojego wielkiego chuja. Głębiej… proszę… jeszcze… taak… – te wulgarne słowa tak cudownie kontrastowały z subtelnością rysów jej twarzy.

– Nie chciałaś obciągać w toalecie, to obciągaj tutaj, już… – od razu poczułem śliski język pieszczący główkę penisa. Powoli kołysałem biodrami zwiedzając wszystkie zakamarki jej ust, wypychając penisem raz jeden raz drugi policzek.

– Patrz na mnie, patrz mi w oczy… taaak… dobrze – ależ rozpustnie wyglądała jej piękna, delikatna twarz, z opadającymi na oczy strąkami pozlepianych potem włosów, mokra od śliny, oszpecona rozmazanym makijażem. Rozbłysło światło na schodach i jednocześnie rozległ się narastający stukot zbliżających się kroków. Iza poderwała się na równe nogi, a ja szarpiąc się z rozporkiem próbowałem upchnąć w spodniach sztywnego penisa. Nie było czasu na poprawianie garderoby. Mocno przytuliliśmy się do siebie, chcąc ukryć w ten sposób nasze rozpalone twarze i nieuporządkowaną odzież. Ktoś wybiegł głównym wyjściem nie widząc nas nawet, wciśniętych w niszę bocznego hallu. Uspokoiłem oddech. Z czułością dotykałem dłonią policzków kochanki, rozsmarowując kciukiem tusz i cienie pod oczami. Przywarłem ustami do jej warg.

– Iza, ubóstwiam cię, wiesz? Nie…, nie wiesz nawet jak bardzo… – całowałem ją jak szalony. Cudowna, fantastyczna, wspaniała.

Ależ ja mam szczęście. Gładziłem jej włosy, wplatałem palce w czarne, niesforne loki, wciągałem głęboko w nozdrza ten słonawy zapach skóry, tak inny od lekkiego, orientalnego aromatu, którym pachniała na co dzień. Tonącą w moich ramionach pociągnąłem w kierunku windy. Za chwilę byliśmy u siebie. Wciąż nienasyceni sobą w pośpiechu zrzucaliśmy ubrania. Chciałem tulić ją owiniętą w całun niewinnej nagości bez tych wszystkich pończoch, podwiązek i innych gadżetów. Dotykać aksamitnej, ciemnej, opalonej skóry, zaborczo całować krągłe piersi, by w końcu znacząc drogę pocałunkami zbliżyć się do wilgotnej kobiecości lśniącej pomiędzy udami. Teraz ja, teraz moja kolej, teraz ja chcę w nią wejść i kochać do nieprzytomności. JA, JA, JAAA!!!