Opowieść Nieznajomej - opowiadanie

- Mieszkanie nie było duże i zupełnie nieustawne, dokładnie takie, o jakie mi chodziło. Dwa małe pokoiki, z których jeden był w dodatku przechodni, co znacznie obniżało jego wartość rynkową. Czegoś takiego szukałam już od miesiąca. Położone w centrum, w bloku tak ogromnym i anonimowym, że nie skłaniało to z pewnością do zawierania sąsiedzkich znajomości. W małym saloniku urządziłam coś w rodzaju poczekalni - miękka kanapa pokryta wrzosowym welurem, fotele, barek i telewizor. Wystroju dopełniał sprzęt grający i nastrojowe światło rzucane przez niewielkie kinkiety, świadomie zrezygnowałam z górnego oświetlenia. Sporo kosztowała mnie łazienka. Prawie w całości wypełniała ją wanna - wyłożona różowymi kafelkami w różyczki, po prostu wzór słodyczy i kiczu, dodatkowo efekt podkreślały połyskliwe kurki, błyszczące wieszaki oraz lustro w pozłacanej ramie - wanna zachęcała do długich, niekoniecznie samotnych, kąpieli, lustro zaś do tego, aby nie były to tylko kąpiele. Pokojem mojej właściwej pracy miała wszak być sypialnia i to właśnie w jej wystrój włożyłam najwięcej serca. Już od progu zniewalał kolor intensywnej czerwieni. Czerwona była jedwabna narzuta na tapczanie, czerwono-złote były poduszki i takie same mieniące się zasłony. Nawet puszyste dywaniki koło łóżka, nawet abażury na nocnych lampkach, nawet lustro naprzeciw łóżka przysłonięte było czerwonym muślinem.

Kobieta zamilkła na chwilę i wyciągnęła przed siebie długie nogi. Patrzyłam z zazdrością na jej smukłe łydki, idealnie gładką opaleniznę oraz perłowy lakier paznokci. Jechałyśmy już ładnych parę godzin, przed nami jeszcze prawie dziesięć godzin jazdy, a ja wiedziałam, że nie zdołam już zmrużyć oka.

- No a klienci? Skąd ich wzięłaś?

- Niemądre pytanie, klienci znajdą się zawsze tam, gdzie jest towar, dobry towar, a ja znam swoje walory - pogładziła się po biodrze tak, jak dotyka się pięknych i drogocennych rzeczy.

- Kim oni są, no, ci faceci? Czy są napaleni, czy starzy i piekielnie bogaci jak w filmach?

- Różnie, często ścibolą forsę, żeby mieć raz na miesiąc to, czego za darmo nie dostają od swoich rozlazłych żon. Potem sami udają, że delegacja, nadgodziny... Takie tam różne, nigdy nie pytam, chcą, to mówią, chcą, to milczą.

Moim zadaniem jest dać im to, za co płacą.

- Pamiętasz potem ich twarze, na przykład na ulicy, co będzie jak cię rozpoznają?

- Jakaś ty naiwna, to oni się boją, że ich rozpoznam, kiedy idą sobie tacy napuszeni, targając z supermarketu siaty swoich żon czy kochanek.

- Długo są u ciebie? No wiesz, całą noc czy tylko tak szybko...?

- To zależy od opcji - wyraźnie się ożywiła, podwinęła te swoje niesamowite nogi i odgarnęła opadające pasmo włosów.

- Chcesz, opowiem ci o takim jednym... Miał na imię Tomek, a może tylko tak się przedstawiał.

Dzwonek zabrzmiał zdecydowanie, chociaż do umówionej godziny brakowało jeszcze kwadransa. Dopiero wyszłam z wanny, ociekająca wodą, w rozchełstanym szlafroku i lekko uchyliłam drzwi. Niewiele zobaczyłam w półmroku korytarza, sympatyczny młody głos powiedział, że dzwonił wcześniej, że przeprasza za wcześniejsze przyjście, ale bał się, że potem nie będzie miał odwagi, że może to kłopot, że zaczeka i w ogóle. Poprosiłam, żeby wszedł i wskazałam salonik. Potem w łazience włożyłam ubranie - gestem ręki uprzedziła moje pytanie - no, chyba nie wyobrażasz sobie, że przyjmuję klientów w samych pończochach. Włożyłam wiśniową, koronkową bieliznę, sukienkę zapinaną na mnóstwo maleńkich guziczków, weszłam w rozpylony obłoczek zmysłowych perfum. Kiedy pojawiłam się w saloniku, mężczyzna siedział dokładnie tak, jak go zostawiłam. Wysoki blondyn o bladych, prawie przezroczystych oczach i niepewnej minie. Dla polepszenia atmosfery zaproponowałam coś do picia i on z wyraźną ulgą przyjął szklankę mineralnej, zapadł się głębiej w fotelu i zamilkł, a nawet przybrał taką minę, że bałam się przerwać ciszę. W końcu po kilkunastu minutach wstał, położył kopertę na stoliku, powiedział „przepraszam” i wyszedł.

- Jak to wyszedł? - spytałam zła, że opowieść, która właśnie się zaczęła, już się skończyła. - Właśnie, ja też nie mogłam zrozumieć. Co ze mną było nie tak, co mu się nie spodobało? I wiesz, że chociaż przez następne dni miałam kilku niezłych klientów, to ciągle myślałam o tamtym. W końcu zadzwonił, pytając, czy może przyjść. Chciałam zapytać, czy znowu będziemy milczeli, ale w porę ugryzłam się w język. Tym razem moje przygotowania-trwały dłużej. Po kąpieli długo wmasowywałam w siebie pachnący balsam, namaszczałam każdą cząstkę swojego ciała, gładziłam delikatnie biodra, brzuch, uda, piersi. Delikatnie próbowałam twardości sutek, miękkości mojego łona, wilgotności szparki... Było mi lekko i ciepło, zaczynałam płonąć, marzyć o jakichś rękach, ustach, języku. Do świadomości przywrócił mnie dźwięk dzwonka, wzięłam dwa głębokie oddechy i stanęłam u drzwi.

Wszedł bez słowa, usiadł na kanapie jak wtedy i patrzył na mnie. Patrzył na mnie tak, jakbym była całkiem naga, patrzył na moje stopy, powoli podnosił wzrok na uda, których usiłowałam nie rozsunąć. Potem patrzył na mój brzuch i moje piersi, a ja czułam ciepłą lepkość pomiędzy udami, nad którą nie mogłam już i nie chciałam zapanować. Marzyłam, żeby zwyczajnie wstał i podszedł do mnie... A przecież sama nie zrobiłam niczego, aby go zatrzymać, kiedy wyszedł...

- No i co, no i co? - przerwałam jej niecierpliwie.

- I znowu nastąpiły zwyczajne dni, trochę pracowałam, miałam kilku klientów, ale tylko wtedy umiałam „oddać się" robocie, kiedy myślałam o tamtym. Byłam pewna, że jeszcze się pojawi, planowałam więc starannie moje ruchy, gesty i słowa. Już nie pozwolę. aby miał nade mną przewagę, żeby tak bezkarnie patrzył, a potem wychodził bez słowa. Przecież jeszcze chwila, a zaczęłabym prosić aby został.

- Przyszedł? - spytałam, nie mogąc doczekać się już na ciąg dalszy.

- Jak zawsze. umówił się na spotkanie spokojnym, beznamiętnym głosem, a ja równie obojętnie podałam datę i godzinę. Przyniósł kwiaty. ogromna wiązankę bladych róż, a musisz wiedzieć, że pierwszy raz w życiu dostałam od faceta kwiaty. Ale on nie dał mi ich, tylko położył na stoliku, wziął mnie za rękę i zdecydowanym ruchem pociągnął do sypialni. Stanął przede mną i powoli klęknął. Chciałam ułatwić mu zadanie, sama rozpiąć sukienkę, ale szybko odsunął moją rękę. Delikatnie dotknął moich kolan, potem jego ręce powędrowały wyżej, aż do miejsca, gdzie nad pończochą zaczynał się pasek nagiej skóry. Leciutko zadrżałam, ale jego palce powędrowały już wyżej, do skraju majteczek. Długo błądziły, nie próbując nawet dostać się wyżej i głębiej, a ja zaczęłam cicho pojękiwać 2 rozkoszy. Najchętniej sama wzięłabym jego rękę i poprowadziła dalej, ale bałam się jego odrzucenia. Czekałam w kompletnym bezruchu. A jednak nie przestał. Jego palce dostały się w końcu pod skrawek jedwabiu, pociągnęły delikatnie za moje kędziorki, znalazły miejsce zespolenia warg rozkoszy i delikatnie pomasowały to miejsce. Musiał poczuć moją wilgoć, miałam wrażenie, że płonę i przygryzałam wargi, aby nie prosić o dotyk, pieszczotę... Zaczął odpinać guziki sukienki, a moje usta szeptały bezgłośnie ,,prędzej, szybciej". W końcu stanęłam przed nim w samej bieliźnie, zawstydzona swoim pożądaniem, wilgotna, pachnąca, z nabrzmiałymi sutkami rozpierającymi stanik. Potem wypadki potoczyły się bardzo szybko. Pchnął mnie na łóżko tak mocno, że aż straciłam równowagę, przygniótł całym swoim ciężarem i wyszeptał wprost w moje usta „poproś”. Miałam obie ręce uwięzione wysoko nad głową w jakimś niespodziewanie żelaznym uścisku, nogi rozkrzyżowane jego nogami, a w kroku czułam jego ogromną, napierającą męskość. „Poproś” - rozległo się ponownie i nagląco. Po chwili zasypywałam go tym „proszę“. Jednym gestem zerwał ze mnie majtki, po prostu porwał je w strzępy, wyłuskał moje piersi ze stanika tak, że poczułam cały ich ciężar i niezaspokojoną bolesność.

Nawet nie próbował się rozebrać, tylko rozpiął spodnie, cały czas trzymając mnie jedną ręką i przygniatając swoim ciężarem. Poczułam gwałtowne szarpnięcie i wypełniające moje wnętrze spełnienie. To, co czułam przedtem przez szorstki materiał spodni, jego wspaniały, gorący penis wypełniał mnie po brzegi. Czułam bolesną prawie rozkosz, jego nacieranie i moje własne pulsowanie. Nasza wilgoć połączyła się, pragnęłam więcej i więcej ruchu, ocierania się, zaciskania i otwierania... Teraz jednak ja postanowiłam przejąć inicjatywę i powiedziałam:

- Chyba nie jesteś tchórzem, daj mi jakąś szansę, małe pół godziny na rewanż...

- Pół godziny? Nie zdążysz – powiedział z wahaniem, ale stanął jakby czekając. Ten jego bezruch wyczulam jako zgodę. Odważnie podeszłam do niego, zdjęłam mu marynarkę i pchnęłam na łóżko. Z szuflady nocnego stolika błyskawicznie wyjęłam pasek od szlafroka i wykonałam idealny węzeł żeglarski, unieruchamiając jego ręce na oparciu łóżka. Chyba nie zdawał sobie jeszcze sprawy z faktu, że naprawdę jest unieruchomiony, a moje umiejętności żeglarskie były mu przecież całkowicie obce. Nie traciłam czasu, przez zaskoczenie zdarłam z niego spodnie i, podobnie jak ręce, unieruchomiłam mu nogi, a potem odetchnęłam z ulgą. Zaczął patrzeć na mnie z wyraźnym niepokojem, chociaż nic jeszcze nie mówił. Teraz ja byłam górą i postanowiłam to wykorzystać. Rozpięłam mu koszulę, szczypiąc boleśnie jego sutki, przejechałam niedbale ręką po tym, co jeszcze przed chwilą wypełniało całe moje wnętrze, a teraz spoczywało uśpione w bokserkach. Postanowiłam go trochę pomęczyć, zsunęłam jego spodenki niżej i popatrzyłam na bezbronnego penisa. Widziałam jego niepokój, wstyd... Niespiesznie wzięłam prysznic, a kiedy świeża, pachnąca wróciłam do pokoju, leżał tak samo bezbronny jak przedtem, a tylko mocniej zaciśnięte węzły świadczyły o tym, iż próbował się uwolnić. Ubrana w samą bieliznę, usiadłam na nim okrakiem, moje uda prawie dotykały jego penisa, ale tylko prawie... Moja ręka wolno podjęła wędrówkę. Gładziłam lekki jak mgła materiał staniczka, długo i dokładnie masowałam sutki tak, aż sterczały naprężone do góry. W końcu wydobyłam piersi na wierzch, przytknęłam je do wilgotnych jeszcze genitaliów, muskałam i dotykałam, widząc jak mu sztywnieją jądra, nabrzmiewa penis. Potem moja ręka odchyliła brzeg majtek, wsunęła się w miejsce, gdzie czułam ponownie falę wilgoci. Palce rozchyliły wargi, wtargnęły do wnętrza, wypełniły je na chwilę, by następnie, wilgotne i pachnące, otrzeć się o jego nagi brzuch. Patrząc na jego nabrzmiałego penisa, groźnego, czerwonego i gotowego znowu do walki, powiedziałam: ,,poproś”. Nie musiałam długo czekać, bo już po chwili mogłam się nadziać na najbardziej pożądany cierń świata. Czułam go pod sobą przez chwilę szalonego galopu w kierunku gorącego, mokrego i całkowitego spełnienia.

Kobieta umilkła akurat w momencie, gdy drzwi przedziału otworzyły się, a zaspany konduktor, wsunąwszy głowę, powiedział:

- Proszę się przygotować, za chwilę kontrola paszportowa.