Mój Sen - opowiadanie

Obudziłam się w środku nocy z wypiekami na twarzy. Boże, znowu mi się przyśnił! Moja ręka spoczywająca nieco ponad głową powędrowała nisko w dół. I znów była cała mora… . Jak za każdym razem… .

Tym razem jednak czułam wszystko tak intensywnie, jakby fizycznie był ze mną, ciało przy ciele, jedno bardziej spragnione drugiego, ale tak samo samotnego i rozpalonego namiętnością rozognioną w wyobraźni.

Powoli, przymykając oczy, przesunęłam rękę w dół, w to rozbudzone ze snu miejsce, żeby jeszcze raz poczuć tę rozkosz… .

Nie otwierając oczu, uniosłam do góry śliską koszulkę. Moje palce przesuwały się niżej, aż w końcu natrafiły na gładką nierówność. Zsunęły się w dół i poczuły przyjemne ciepło połączone z wilgocią. Och jak przyjemnie… . Przesuwały się po takiej śliskiej i rozgrzanej, tam i z powrotem, po raz kolejny poznając ją całą, z wszystkimi jej nierównościami… .

Wsunęły się między dolne wargi, gdzie też czekał na nie języczek, ale teraz już twardszy, bardziej nabrzmiały niż zazwyczaj i tak samo mocno zaróżowiony. Czekał spragniony męskiego dotyku…i pocierając go palcem dałam się ponieść fantazji… . Czułam na nim najpierw jego język, pieszczący go tak przyjemnie, delikatnie, smakując moich soczków, które mieszały się teraz z jego śliną. Lizał ją całą, pomagając sobie dłońmi i rozchylając wargi tak szeroko jak tylko mógł, żeby wtulić się w nią całą, poczuć ją w całości, móc się w nią wsysać, rozkoszować… .

Zaciskając powieki coraz mocniej, prężyłam się w dreszczach rozkoszy. Och jak dobrze!

Mój soczek pokrywał już ją w całości. Tłoczyło się go coraz więcej i więcej, a on wsunął dłonie pod moją pupę i rozsmarowywał go coraz dalej

i dalej, po wewnętrznej stronie ud, dociskając moje łono do swoje twarzy… . Głębokie ach….wydobyło się z moich lekko rozchylonych ust. Jeszcze, jeszcze – prosiłam go w duchu.

Później język ustąpił miejsca innej części ciała. W tamtej chwili jeszcze twardszej niż moja pieszczona łechtaczka. Wziął go do ręki i unosząc się nad moim łonem, przyłożył go do niej, przesuwając w rożne strony ale zawsze tam i z powrotem. Najpierw dla zachęty wędrował nim wokół łechtaczki, po zagłębieniach pełnych soczku, chyba tylko po ty, żeby odwlec tę najprzyjemniejsza dla mnie chwilę. Byłam już prawie na granicy uniesienia, a jego jeszcze nie było nawet w środku, jeszcze nie zdążył się w nią zagłębić… .

W końcu jego penis jej dotknął. Trzymając go w dłoni przesuwał się po niej tak, że moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze podniecenia. Policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej, usta stały się suche od coraz szybszego oddechu… . On też zmoknął. Też puścił ten słodkawy soczek, ale tylko kilka kropli, które mieszając się z moim, utorowały mu drogę do wnętrza… .

Ale nie pozwolił opaść do końca moim emocjom. Gwałtownie wszedł we mnie. Jak głęboko! Docisnął za biodra…i trwał tak przez chwile. I po chwili znów to samo. Szybko, mocno i głęboko…i znów tak czekał i znów i znów i ciągle tak głęboko… . A moje oczy zachodziły coraz większa mgłą… . A soczek już nie wyciekał powoli, lecz napływał, coraz gęściej i obficiej.

Tak gładko wchodził, wślizgiwał się w nią, a ona otulała go tak ciasno, ciaśniutko… . Ach…i znów mi niewiele brakuje… . Wyprężyłam się jak kotka, przechylając głowę do tyłu, a on otoczył mnie wtedy ramionami, kładąc się na mnie i dociskał jeszcze mocniej, wpatrując się w moją rozognioną twarz, w usta, z których wydobywały się coraz głośniejsze jęki i napawał się nimi, wsłuchiwał w mój krzyk rozkoszy… .

Po czym uniósł się i obracając mnie na brzuch wchodził we mnie inaczej. Szybciej. Już nie rozkoszował się tak jej głębią, bo sam czuł, że niedługo eksploduje.

Zrób to we mnie – wyszeptałam spoglądając mu w oczy.

Poczułam nagły przypływ gorąca. Ta myśl tak mnie podnieciła… . Chciałam poczuć to przyjemne ciepło w sobie. Zrób to, no proszę, zrób!

-Och tak… .

Wypełniona jego częścią i z błogim uśmiechem opadłam na poduszkę.

Nie mogłam doczekać się jutrzejszej nocy.