Laura - opowiadanie

Lubiłam patrzeć na Laurę. Dziewczęca sylwetka, zdecydowanie za niska jak na dorosłą kobietę, szybkie, zgrabne, zręczne ruchy, ciemne włosy i szczupłe, drobne dłonie. Miała pełne usta i tylko zbyt drobny nos i zdecydowanie skośny kształt jasnoszarych oczu zdradzały w połowie azjatyckie pochodzenie mojej tłumaczki.

Wiedziałam, że wywoła niemałe poruszenie wśród męskiej części moich pracowników od momentu, kiedy zdecydowałam się ją zatrudnić i nie pomyliłam się ani trochę. Na szczęście nie przerodziło się ono w nieznośne napięcie, którego się obawiałam ,a które mogło zniszczyć mi atmosferę w biurze. Doceniałam, jako kobieta naprawdę potrafiłam też docenić, że mimo to udało jej się uniknąć nienawiści pracujących z nią dziewczyn. Kładłam to na karb jej dużego taktu wyniesionego z tokijskiej szkoły i temu, że żadna z moich pracownic nie czuła potrzeby się z nią porównywać. Laura była po prostu inna. Starsza od większości z nich, choć wyglądała na nastolatkę. Była fantastycznym, pracowitym tłumaczem dwóch języków obcych, a zdarzało jej się dopytać o mniej lub bardziej oczywiste dla nas niuanse polskiego i śmiać się z własnych językowych lapsusów. Nie mieściła się w kanonach biurowych porównań, a francusko – japońskie pochodzenie czyniło z niej ciekawą koleżankę. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie dopiero, że nigdy nie mówiła o tym, skąd wzięła się właściwie w Polsce, a nam głupio było spytać wprost. Na własny użytek podejrzewałam, że chodziło o mężczyznę, że przyjechała tu za kimś, kto był tego wart. Ale zachowałam te domysły dla siebie tym bardziej, że obecnie chyba była sama. Nie pytałam, Laury o sprawy osobiste zwyczajnie się nie pytało. Ta jej lekka tajemniczość była tak bezpretensjonalna i naturalna, że żadne inne zachowanie nie przychodziło nam do głowy.

Udając że czytam coś w dokumentach obserwowałam spod oka z przez szybę przekomarzanie się Laury z dwoma analitykami w korytarzu. Nie słyszałam, co mówią, ale cieszyła mnie dobra atmosfera w biurze. To był dobry, zgrany zespół i byłam dumna, że to ja ich tu wszystkich – nieraz z niemałym trudem – ściągnęłam. Korzystając ze szkolenia, które centrala zamówiła dla nas na początek grudnia postanowiłam zrobić spotkanie świąteczne nieco wcześniej, niż tradycyjnie w ostatnim tygodniu przed Bożym Narodzeniem. Poleciłam sekretarce zamówić uroczystą kolację na piątkowy wieczór, po ostatnich zajęciach, rezerwując dodatkowy nocleg. Chyba spodobał się ten pomysł moim pracownikom, a jeżeli nie, to starannie to ukrywali. Natomiast zdecydowanie podobało im się, kiedy się zorientowali, że nie zostaje z nami na kolacji dyrektor generalny, który miał prezentację zaplanowaną na przedpołudnie tego dnia. Cóż, też wolałam mniej formalną atmosferę. W tej kwestii jak w mało której rozumieliśmy się bez słów.

Byliśmy więc wszyscy nastawieni na sympatyczną imprezę w fajnym gronie, kiedy po naprawdę pracowitych trzech dniach schodziliśmy na kolację w hotelowej restauracji. Miło było widzieć dziewczyny w wieczorowych sukniach i makijażach, tak różnych od codziennych biurowych kostiumów narzuconych przez korporacyjne dress code, na odświętne garnitury kolegów, które zdecydowanie dodawały im elegancji.

Laury nie było. Niemalże zdecydowaliśmy się zacząć bez niej, kiedy weszła, solidnie spóźniona i skupiając na sobie całkowicie uwagę każdego. Założyła suknię z granatowej, połyskliwej tafty, krojem nawiązującą do kimona, znakomicie podkreślającą z jednej strony jej filigranową sylwetkę, a z drugiej egzotyczną urodę. Upięła włosy w wysoki kok i umalowała mocno usta. Nie była jakaś bardzo seksowna, ale takiej ekscentrycznej i wyrafinowanej jej nie znałam. Uśmiechnęłam się do siebie na myśl, że tak napracowała się nad tą stylizacją, że nie mogła sobie odmówić przyjemności zrobienia wielkiego wejścia.

W tej kwestii mogła ją zrozumieć każda kobieta. Kolacja okazała się bardzo udaną imprezą. Znakomite jedzenie pięciogwiazdkowego hotelu oraz rozluźnienie wywołane zakończeniem szkolenia zrobiły swoje i kiedy koło północy postanowiłam opuścić towarzystwo, atmosfera z sympatycznej zaczynała się robić lekko frywolna. To był dobry moment, żeby wyjść, wiedziałam to zarówno ja, jak i rozbawione grono.

Z ulgą udałam się do swojego pokoju, napuściłam sobie wodę do wanny, zrzuciłam obcisłą suknię i wysokie szpilki. Zanurzyłam się w gorącej wodzie. Byłam w dobrym nastroju, zmęczona, ale rozluźniona. Powoli namydliłam się. Zmyłam makijaż. Patrząc na zegarek i pamiętając, że czekam mnie jutro kilkusetkilometrowa droga do domu spłukałam się z pachnącej piany i wyszłam z wanny.

Wcierając w skórę waniliowy balsam usłyszałam stłumiony odgłos za ścianą. Nie udało mi się przypomnieć, kto tam jest zakwaterowany, chociaż prawdę mówiąc zastanowiłam się nad tym tylko przelotnie. Zarejestrowałam jedynie, że najwyraźniej impreza już się skończyła. Założyłam krótki szlafroczek i wyszłam z łazienki. Osłupiałam! W ciemnym pokoju ktoś był. Oślepiona jasnym światłem łazienki nie rozpoznałam twarzy, ale ewidentnie słyszałam dwie osoby kotłujące się nieco na oślep w moim łóżku. Zanim mój wzrok zdążył się przyzwyczaić dostrzegłam trzecią sylwetkę stojącą pod ścianą, zwróconą przodem do tamtych. I usłyszałam gorączkowy, zduszony szept zza mnie:

– Pomylili piętra. Nie przeszkadzaj!!!

Zanim udało mi się otrząsnąć z szoku, doliczyć się, ile właściwie osób wtargnęło do mojego pokoju, już nie mówiąc o tym, żeby rozpoznać gości i powiedzieć coś sensownego, zostałam pociągnięta w stronę łazienki. Obserwowałam teraz scenę zza rogu, stojąc w otwartych drzwiach. To, że zobaczyłam stoicko zazwyczaj spokojnego i zdystansowanego Krzysztofa z pasją pieszczącego piersi Laury to nic. W osobie stojącej pod ścianą i wpatrującej się z uwagą w łóżkową scenę rozpoznałam Oliviera! Generalny dyrektor w moim pokoju, patrzący jak starszy analityk gryzie drobne, ciemne sutki mojej tłumaczki i gładzący się spokojnie po rozporku to było znacznie więcej, niż byłam w stanie wytrzymać. Osłupiałam całkowicie, nie byłam w stanie nawet drgnąć. Wpatrywałam się tylko w dziwaczną scenę w głębokim przekonaniu, że to nie dzieje się naprawdę, nie może, no przecież bez przesady, takie rzeczy może i śnią się czasami, ale nie zdarzają się naprawdę.

Ale to działo się i to tuż obok mnie. Usta Krzysztofa schodziły coraz niżej, przez płaski brzuch, między drobne uda Laury. Nawet mnie nie zdziwiło, że jest całkowicie wydepilowana, spodziewałam się tego po tym dziewczęcym ciałku. Za to zapał, z jakim poddawała się pieszczotom zdecydowanie nie kojarzył się z dziewczynką. Upodobanie, z jakim po chwili ciągnęła Krzyśkowego fiuta też nie było dziewczęce w żadnym wypadku. To już bardziej można było się przestraszyć, że facet udusi ją swoim wielkim narzędziem! Chuj Krzysztofa wbijał się tą drobną buźkę, a ona oblizywała go i ssała z takim zapamiętaniem, jakby nigdy o niczym innym nie marzyła. Jeśli wypuszczała go z buzi to tylko po to, by schylić się i lizać jego jajka, masując go wtedy ręką, po czym niecierpliwie wracała do przerwanego zajęcia. W marnym świetle padającym z okna widziałam jej lśniące soki kapiące na moją pościel i jej wypiętą pupcię, która podskakiwała z zaangażowaniem. Krzysztof odchylił się do tyłu, trzymając ją za długie, lśniące, rozczochrane włosy i wydając z siebie niekontrolowane stęknięcia. Bez ostrzeżenia odchylił nagle jej głowę, spojrzał na nią przelotnie, odwrócił tyłem i bez najmniejszego ostrzeżenia  wbił się w cipkę.

Aż jęknęłam na ten widok, byłam więcej niż pewna, że zrobi jej krzywdę. Ona też się chyba przestraszyła, bo krzyknęła gardłowo, kiedy wielki chuj zaczął posuwać jej małą, mokrą pizdeczkę. Wyglądało jednak, że da sobie radę i że jest jej dobrze. Wypięła się mocno i pokrzykiwała przy każdym ruchu, a kutas posuwał ją jak bezwzględna maszyna, równo, mocno, nieustępliwie. Krzysztof trzymał ją za kark i niemal nasadzał na swojego wielkiego drąga jej małą cipkę. Wydawało mi się, że co chwilę jest głębiej i głębiej, coraz mocniej i szybciej, a jednak Laurze chyba to odpowiadało. Miotała się w żelaznym uścisku, a olbrzymi kutas wyciskał z niej strużki soku.

Zapatrzona w tę oszałamiającą scenę zapomniałam na dłuższą chwilę o Olivierze stojącym pod ścianą. Kiedy niepewnie odwróciłam się w jego stronę, zobaczyłam jego sterczący z rozpiętych spodni drąg, który masował z dużym zaangażowaniem wpatrując się w skupieniu w rozgrywającą sie na moim łóżku scenę. Zdążyłam przez moment zastanowić się, czy jego narzędzie nie jest nawet większe od posuwającego mi tłumaczkę chuja Krzysztofa, kiedy moje zaskoczenie sięgnęło zenitu. Poczułam silną, zdecydowaną rękę sięgającą od tyłu pod mój szlafroczek i pieszczącą moją mokrą i gorącą już z podniecenia cipkę! Nie zdążyłam zidentyfikować, kto wepchnął mnie z powrotem do łazienki, kiedy mało nie nadziałam się na Laurę z Krzysztofem, a teraz ta osoba najwyraźniej chce ulżyć mojemu podnieceniu! Nie zastanawiałam się, kto to jest. Wypięłam się mocno i rozłożyłam szerzej nogi. Pozwoliłam wprawnym, silnym dłoniom pieścić mnie tak, jak tego potrzebowałam.

Tymczasem w mojej sypialni para nie zwalniała tempa. Wyszarpnięty z Laury kutas wywołał kolejny strumyk soczków. Dziewczyna posłusznie zlizała wszystko, co na nim zostało, patrząc w oczy mężczyźnie. „Grzeczna dziewczynka” mruknął gardłowo Krzysztof, po czym położył ją szybko na plecach. Zarzuciła mu na ramiona szczupłe łydki w cienkich pończochach, po czym aż wygięła się w łuk, kiedy zaczął ją posuwać swoim długim i grubym kutasem. Miotała się na boki i przez chwilę miałam wrażenie, że chce się wyrwać. Nic z tych rzeczy! Mężczyzna nie dawał jej na to najmniejszej szansy, pieprzył ją z tą swoją surową zaciętością, a ona jęczała z rozkoszy, nie panując zupełnie nad tym, co się dzieje. Jej dziurka wydawała odgłosy mokrych uderzeń, a dziewczyna nabijała się z zaangażowaniem i zaciętością na drąga, który według wszelkiego prawdopodobieństwa powinien ją rozerwać.

W chwili, kiedy to zauważyłam, ręka pomiędzy moimi udami skończyła pracę. Jęknęłam zawiedziona, ale głosy ugrzązł mi w gardle. Poczułam w cipce obłędnie twardego fiuta i nawet nie przeszkadzało mi, że nie mam pojęcia, do kogo należy. Nabiłam się na niego, a on ruchał mnie coraz szybciej, mocniej i gwałtowniej. Wygięłam się do tyłu. Potrzebowałam tego, ostrego rżnięcia, moja cipka była już zbyt mokra i gorąca, żeby wytrzymać samo patrzenie. Chwyciłam się mocno framugi drzwi i oddawałam ostre pchnięcia. Chciałam, żeby mnie posuwał i niewiele więcej mnie obchodziło. Kiedy jęknęłam, zatkał mi usta dłonią. Byłam pieprzona i kneblowana przez własnego pracownika! Nieważne. Obchodził mnie tylko kutas pompujący w mojej cipce. I to, co widziałam przed sobą. Wiedziałam, co teraz się stanie, nawet nie wiem, skąd. Zsunęłam się z rżnącego mnie fiuta i przesunęłam ręką wzdłuż swojego rowka. Był taki mokry, moja pizda produkowała gorące soki bez opamiętania. Mój kochanek bez słowa przytknął mi kutasa do dupy, celował przez chwilę i pchnął mocno. Poczułam jego wielkiego zaganiacza posuwającego mnie tak, jak najbardziej lubię. Nie wytrzymałam, to było ponad moje siły, to było więcej niż wszystko, co do tej pory widziałam. Jęcząc i krzycząc w kneblującą mnie dużą dłoń miałam gigantyczny, obezwładniający orgazm, przedłużony niespodziewanie przez fale gorącej spermy w mojej dziurce. Prawie upadłam, ściął mnie z nóg, to było zbyt wiele jak dla mnie. Niewiele później Laura znieruchomiała. Jakoś do tej pory wydawało mi się, że nie dostrzega podglądającego jej wyczyny Oliviera, tymczasem ona spojrzała mu spokojnie w oczy i powiedziała z naciskiem, głośno i wyraźnie: „zrób to, teraz”. Zanim ktokolwiek zdążył zastanowić się, co to właściwie miały znaczyć podglądacz bez słowa podszedł od tyłu, kilka ruchów ręką i… spuścił się na Krzysztofa. Gorąca sperma trafiła na jego naprężone pośladki i muskularne plecy. Na ten widok orgazm wstrząsnął ciałem odwróconej i wpatrzonej z uwagą w niego Laury nabitej na Krzysztofowego chuja. Oszołomiony mężczyzna nie zdążył zareagować. Dziewczyna zeszła z niego i momentalnie doprowadziła go do finału ustami, a kiedy krzycząc i prężąc się tryskał na nią ostatnimi kroplami spermy, połykała je i zlizywała starannie z wielkiego naganiacza.

Podglądacz bez słowa wyszedł, mijając mnie. Nie byłam pewna, czy w ogóle zauważył moją obecność. Zaraz za nim wyszedł mój kochanek. Nie chciało mi się nawet odwracać, głowy, jakie miało znaczenie, kto to był? Czyja sperma właśnie ciekła po moich udach, czyim dotykiem jeszcze pulsowała moja cipa? W pokoju pozostała zadowolona Laura i solidnie oszołomiony Krzysztof. Patrzył na nią, kompletnie nie rozumiejąc co się stało, a ona najwyraźniej nie zamierzała mu niczego tłumaczyć. Z drwiącym uśmiechem patrzyła na swojego dominującego kochanka i oblizywała usta. Starając się robić jak najmniej hałasu zamknęłam za sobą drzwi do łazienki, nasypałam do wanny soli  i puściłam wodę. Zasługiwałam na długą kąpiel.