Burza - opowiadanie

Słychać tylko szum. Głuchy łoskot kropel smagających szyby. Zza okna mieszkania na 10 piętrze bloku rozciąga się obraz miasta z wiszącymi nad nim czarnymi chmurami, z których wydobywające się błyskawice przecinają powietrze. Pogrążona w papierkowej robocie co chwilę zerkam z niepokojem w stronę okien. Nie lubię burz. Za każdym razem czuję narastające we mnie napięcie, jestem czujna, niespokojna. Tak jak by zaraz miało się coś wydarzyć. Poczucie ekscytacji miesza się z irracjonalnym strachem. Zawsze fascynowały mnie zjawiska pogodowe, lecz pełna pokory nigdy nie byłam w stanie im zaufać. Wielki huk, ciarki przechodzące przez plecy, światło zamrugało kilkukrotnie. Przewracając kolejne strony wniosku do poprawy decyduję się na gorący prysznic, który uspokoi moje skołatane nerwy. Wchodząc do łazienki spoglądam w lustro. Widzę w nim niewielką brunetkę z podkrążonymi oczami, która najwyraźniej wygląda na zmęczoną. Odkręcam gorącą wodę. Już sam dźwięk prysznica mnie uspokaja, wycisza, rozluźnia spięte mięśnie. Nagle otula mnie ciepłota wody oblewającej moją skórę. Czuję, jak krople pieszcząc moją szyję wędrują dalej kreśląc nieregularne linie na moim ciele. Dziś pod prysznicem króluje mój ulubiony zapach magnolii, zamykam oczy, odprężam się.

Wychodząc spod prysznica wędruję prosto do pokoju nie wycierając się. Zamieram. Siedzisz na krześle wpatrując się we mnie mokrą, stojącą nago w drzwiach łazienki. Widzę jak momentalnie Twoje mięśnie się spinają, oczy zwężają. Wyglądasz jak dzikie zwierzę gotowe by wykorzystać każdy fałszywy ruch swojej ofiary. Nie mogę się ruszyć. To Ty jako pierwszy wstajesz i powoli kierujesz swoje kroki w moją stronę. Stajesz przy mnie tak blisko, że czuję Twoje ciepło i odurzający zapach Twojego ciała. Twoje ciemne oczy przyciągają moje nie pozwalając mi ich spuścić w dół wraz z narastającym niepokojem. Siła, jaką roztaczasz wokół siebie zawsze mnie rozprasza. Delikatnie opuszkiem wskazującego palca łapiesz niesforną kroplę, która próbując ucieczki spływa pomiędzy moimi piersiami.

Wstrzymuję oddech. Skąd się tu wziąłeś?! – Myślę.

Nim zdążyłam zadać Ci to pytanie zamknąłeś moje otwierające się usta mocnym pocałunkiem. Smakujesz znajomo, uwielbiam Twój smak, który czuję jeszcze wyraźniej, gdy Twój język ślizga się po moim potęgując rosnące we mnie podniecenie. Twoje ręce wplątują się w moje włosy a ciało napiera do przodu.

Pośród łapczywych pocałunków czuję na plecach zimno terakoty. Jestem osaczona. Złapana w klatkę zbudowaną z Twoich ramion. Raptownie odwracasz mnie twarzą do ściany i przyciskasz do niej jeszcze mocniej. Zwalniasz tempo. Czuję Twój język pieszczący płatek mego ucha. Twój krótki, przerywany oddech doprowadza mnie do szału. Twój zarost trze o moją szyję a ręce leniwie pieszczą pośladki. Boję się wydać z siebie jakiś głos, choćby najmniejsze westchnienie. Nagle łapiesz mnie mocno za biodra i przyciskasz do moich krągłości swoją twardą męskość uwięzioną w spodniach. - Cholernie Cię pragnę, widzisz? – szepczesz do mojego ucha powodując tym samym dreszcze ogarniające moje ciało. Trzęsę się z podniecenia i niecierpliwości. Tobie się jednak nie śpieszy. Lekko rozchylasz kolanem moje nogi. Czuję Twoją dłoń, która nieśpiesznie schodząc po kręgosłupie ląduję w mojej gorącej z podniecenia muszelce. Czuję jak Twój palec wślizguje się do mojej mokrej dziurki.

Chyba oszaleję! Opieram głowę na Twoim ramieniu. Nie daję rady stać o własnych nogach, gdy tak mnie pieścisz. Twoja ręka wędruje w dół i w górę, i jeszcze raz, i jeszcze. Nie mogę oddychać, czego nie ułatwiają Twoje usta zamykające po raz kolejny moje, z których wydobywają się coraz głośniejsze dźwięki. Twoja ręka zwalnia. Czuję jak Twoje palce opuszczają moje wnętrze. Mokre moją wilgocią zataczają kółka na łechtaczce. Chcę Twoją męskość poczuć w środku. Teraz! Odpycham Cię lekko od siebie i odwracam się szybko. Widzę Twój uśmiech. Wiesz, że zaraz odwdzięczę Ci się za Twoje pieszczoty równie ochoczo jak je przyjmowałam. Łapię Cię za rękę i prowadzę do pokoju. Siadasz wygodnie w fotelu. Stając za Tobą szepczę Ci do ucha „ściągnij spodnie”. Moje ręce wędrują pod Twoją koszulkę. Mięśnie drgają pod moim dotykiem. Teraz Ty nie możesz oddychać a Twoje ręce stają się nieporadne. Twój dumny, sterczący penis uwalnia się w końcu z bokserek. Nie pozwalam Ci długo czekać. Klękam przed Tobą i biorę Cię do ust.

Smakuję każdy centymetr Twojej rozgrzanej skóry. Ssąc główkę spoglądam na Twoją wpatrzoną we mnie twarz. Z Twoich otwartych ust wydobywają się pomruki zadowolenia, które zmieniają się w głośnie stęknięcie, gdy znikasz cały w moich wargach. Przyśpieszam. Liżę. Ssę. Czuję jak pęczniejesz. Twoje niecierpliwe dłonie wplątują się w moje włosy. Przerywam pieszczotę. Tym razem ja obdarzam Cię szelmowskim uśmiechem oblizując ze smakiem usta. Kiwasz palcem jak do niegrzecznej dziewczynki, która napsociła. Jesteś niemożliwa – Słyszę. Zrywasz się z fotela i chwytając mnie za biodra podnosisz z podłogi. I znów ten uśmiech, który mam ochotę z Ciebie scałować. Ściągam z Ciebie koszulkę by móc czuć Cię każdym centymetrem siebie. Popychasz mnie przodem na fotel. Klękając na nim eksponuję dla Ciebie moje krągłości. Znów brak Ci powietrza? Zbliżasz się do mnie. Czuję jak czubek Twojego penisa napiera na moje wilgotne wnętrze. Po chwili jesteś cały we mnie. Chwytając mnie za biodra zaczynasz przyspieszać zatapiając raz za razem śliskiego od moich soków penisa w mojej dziurce. Jestem głośno, najgłośniej jak potrafię. Każde kolejne pchnięcie czuję coraz mocniej. Bierzesz mnie łapczywie. Przyciągając mnie do siebie chwytasz za moje piersi. Pieścisz sutki ściskając je między palcami doprowadzając mnie tym do szału. Proszę Cię, lecz nie wiem o co. Napięcie rosnące z każdym Twoim pchnięciem powoduje, że chwytam jedną z Twoich dłoni i kierują na nabrzmiały guziczek. Krótkie „błagam” wyrywa się po raz ostatni z moich ust.

Czuję, że Ty też jesteś blisko. Twoja twarda do granic wytrzymałości męskość penetruje każdy mój zakamarek jeszcze szybciej i mocniej. Twoje pieszczoty powodują, że tracę kontrolę. Moje ciało się napina. Jeszcze chwila. Jeszcze jedno pchnięcie. Tak! Nie przerywaj! Mój orgazm jest mocny. Czuję jak każda część mnie rozpada się na tysiące kawałków. Przytrzymujesz mnie ramieniem tuląc mocno do siebie. Nie przerywasz jednak. Wiem, że za chwilę dołączysz do mnie. Dojdź we mnie – proszę. Słyszę Twój krzyk, który tłumisz w mojej szyi. Tuląc mnie nadal kładziesz się na podłodze. Nie puszczasz mnie. Słyszę Twój miarowy oddech.
Spoglądam przez okno. Już świta. Niebo jest bezchmurne. Przecież przed chwilą była burza?