Bankiet - opowiadanie

Wypasiony bankiet w wynajętym na wyłączność dla firmy teatrze, prywatny spektakl, wyrafinowana kolacja, tańce, a to tylko z powodu wprowadzenia na rynek nowego produktu? Dla mnie to brzmiało absurdalnie, ale u mojego pracodawcy widać to normalne, bo nikt inny się temu nie dziwił.

Nie żebym miała coś przeciwko temu, nic z tych rzeczy. Wiać, że firma ma ochotę się pokazać i dobrze jej idzie, myślałam rozbawiona, siedząc w night klubie pięciogwiazdkowego hotelu z drinkiem w dłoni. Było dobrze po północy, a ja i moi nowi znajomi – którzy rano znów staną się jedynie moimi kolegami z zespołu – nie mieliśmy jeszcze ochoty się położyć. W nieformalnej atmosferze klubowej loży urządziliśmy sobie regionalne after-party.

Patrzyłam na nich, eleganckich i rozbawionych. Nasz szef – duży facet, zbyt ekspresyjny, zbyt głośny, zbyt wesoły… wydawało się, jakby w ogóle było go za dużo. Niezwykle bystry, przenikliwy i precyzyjny, który umysł jak brzytwa miał zwyczaj chować za maską jowialnego misia. Koło niego Tymek, młodziutki blondyn, pewny siebie, atrakcyjny, energiczny. Obok nich Alicja, szczupła, niekobieca brunetka oraz jej przyjaciółka i przeciwieństwo – Anna, platynowa blondynka w typie królowej lodu, cyniczna i sprytna. Dalej Krzyś, nieduży, rudobrody, przyjacielski, serdeczny. Dalej Magda, najstarsza z nas, wysoka, o magnetycznym spojrzeniu ciemnych oczu, postrach każdego, kto miałby zamiar ją oszukać. Artur, szpakowaty, elegancki i wysportowany. I ja, świeży nabytek w zespole, ze stażem pracy wynoszącym oszałamiające dwa tygodnie.

Lubiłam ich, w większości. Mniej lub bardziej, ale niemal każdego.

Piotr opowiadał coś, gestykulując szeroko. Mimowolnie odsunęłam się, woląc nie ryzykować złamania nosa wielką dłonią.

- No przecież ci nie zrobię krzywdy! – zawołał, gdy to zauważył – nie po to sobie ciebie znalazłem, żeby cię maltretować!

- A wie to kto…? – uśmiechnęłam się niewinnie.

- Słuchajcie, czy ja wyglądam na brutala? – z udawanym przerażeniem rozejrzał się po zespole – halo! Czy mógłby ktoś zaprzeczyć? Nalegam!

Rozśmialiśmy się wszyscy. Jego determinacja była komiczna.

- Dobra, na zgodę. Nie taki szef zły. Zwłaszcza jak dobrze nie widać – mrugnął do mnie podając mi nowego drinka. Przymknęłam oczy, upiłam łyk. Mocna, gatunkowa whisky przyjemnie rozgrzała mi usta.

- Co ty robisz? - Piotra zszokowanie mogło niemalże uchodzić za szczere – no co ty robisz?

- Ale co ja robię? – pogubiłam się nieco.

- Spójrz mi w oczy! Ty nie wiesz, co to znaczy, jak pijesz i nie patrzysz w oczy częstującemu? Siedem lat nieudanego seksu!

- Żartujesz sobie – stwierdziłam z przekonaniem i niezachwianą pewnością. Mnie też udzieliła się swobodna, atmosfera spotkania – nieudanego, ze mną? – no dobra, pewnie nie powinnam była tego mówić. Ale wybuch radości w zespole, obserwującym naszą rozmowę, pozbawił mnie wątpliwości.

Piotr też się roześmiał.

- Mistrzyni autoreklamy, naprawdę. Dasz sobie radę w tej firmie – mrugnął do mnie.

Niedługo trwało, kiedy towarzystwo zaczęło się zbierać. Wymknęłam się przy pierwszej nadarzającej okazji.

Stojąc pod prysznicem, wciąż miałam w uszach ich serdeczny śmiech, czułam smak whisky i zapach męskich perfum. Wyszłam naga do pokoju, przelotnie ciesząc się ze zbiegu okoliczności, dzięki któremu byłam sama w dwuosobowym pokoju. Pomyślałam o piżamie leżącej w walizce, której z przyjemnością nie użyję. Wyciągnęłam się naga w chłodnej pościeli. Byłam zmęczona i zadowolona. Ciało samo znalazło najwygodniejszą pozycję, a ja westchnęłam na granicy snu i jawy.

Najpierw go usłyszałam czy poczułam? Już sama nie wiem w tej chwili. chyba to pierwszy tak. Szelest w pokoju, taki sam, jak kiedy wychodziłam z łazienki. Wówczas nie zwróciłam na niego uwagi, ale teraz go sobie przypomniałam. Nie wiem, gdzie się ukrył, musiał wejść, kiedy się kąpałam. Wiem, gdzie był teraz, wiem dokładnie. Silne ciało dużego mężczyzny, odzianego tylko w bokserki, przylgnęło do moich pleców.

- Ćśśśś, śpij sobie – szepnął, gładząc mój bok aż po biodro – wiesz, że nie zrobię ci krzywdy – w życiu nie czułam się tak drobna jak pod tą wielką, precyzyjną dłonią.

Westchnęłam, kiedy przesunął ja bardziej do przodu, trafiając palcami na mój sutek. Bawił się nim delikatnie i łagodnie. Jak to się działo, że taka drobna pieszczota powodowała gorąco w moim podbrzuszu. Wygięłam się lekko do tyłu, przywierając do niego mocniej. Twardy, wielki kutas uciskał mi plecy. Wypięłam się mocniej, chcąc czuć go jeszcze bardziej.

-Śpij sobie – w tym szepcie była łagodność, ale też nieznoszący sprzeciwu nacisk. Piotr unieruchomił moje biodro bezwzględnym naciskiem dłoni. Jednocześnie leciutko całował moje plecy, wywołując setki delikatnych dreszczy. Minimalnie pchnął mnie w stronę łóżka, a kiedy leżałam z powrotem z brzuchu ukląkł pomiędzy moimi nogami i powoli schodził z pocałunkami coraz niżej. Kiedy poczułam jego usta w rowku, szarpnęłam się bezsilnie, ale zabronił mi się ruszać. Zamiast tego poczułam gorący, nieznoszący sprzeciwu język penetrujący okolice mojego tyłeczka.

- Wszystko w porządku, śpij – wymruczał Piotr, wracając do penetrowania mojego tylnego wejścia. Radził sobie teraz językiem, a moja pupcia, coraz bardziej zachwycona jego pieszczotami, wręcz błagała o jeszcze. Mimowolnie się wypięłam.

- Ćśśś – mruknął, gdy jęknęłam. Zsunął dłoń niżej, mocząc ją od mojej podnieconej cipki – cudowna. Śpij spokojnie.

Jakby na przekór własnym słowom zaczął dotykać twardej już i rozgrzanej łechtaczki. Próbowałam, ja naprawdę próbowałam utrzymać spokój! Chciałam być grzeczna i posłuszna, ale to było ponad moje siły! Palce mojego szefa drażniące mój guziczek, piczka mokra i spragniona i ta wielka pała, którą chciałam wreszcie dostać… Zawyłam i szarpnęłam się do tyłu. Oczywiście nie pozwolił mi na ten ruch. Za karę za tę niesubordynację jego pieszczoty stały się jeszcze delikatniejsze wzmagając moje pożądanie aż do bolesnej tortury.

- Błagam cię – szepnęłam, ryzykując kolejne zbesztanie – błagam cię, włóż mi go, bo zwariuję…

Na szczęście nie drażnił się ze mną więcej, bo faktycznie nie panowałam nad sobą zupełnie. Podniósł się i jednym precyzyjnym ruchem wbił fiuta we mnie. Sięgnęłam dłonią do rozgrzanej cipeczki. Zatopiłam ją w powodzi soków i namierzyłam stwardniały guziczek. Zareagował błyskawicznie. Po chwili pieszczot już miałam ochotę na rżnięcie. Piotr patrzył na moją dłoń jak zahipnotyzowany. Kiedy zaczęłam unosić biodra, czekając na orgazm, wbił się we mnie mocno i łagodnie. Kołysał się we mnie, nabijając mnie na tę imponującą pałę i doprowadzając do szaleństwa, jednocześnie miękko i delikatnie głaszcząc mnie po twarzy. Moja muszelka obejmowała go ciasno i reagowała na każde poruszenie, kiedy posuwał mnie potężnym, twardym fiutem, wyciskając ze mnie kolejne strumyczki soków. Wydawało mi się, że jestem zmęczona po jednym orgazmie? Ależ skąd, Piotr walił moją pizdę tak, że zaraz znalazłam się na skraju drugiego. Krzycząc, jęcząc i gryząc jego dłoń szczytowałam po raz znowu. Mój szef pierdolił mnie potem jeszcze chwilę z nieustępliwym zaangażowaniem, aż usłyszałam jego rwący się oddech.

- Śpij – mruknął, wydzierając ze mnie pierdolącą mnie tak genialnie pałę – po prostu śpij.

Zrobiłam to dla niego. Na tyle, na ile mogłam, uspokoiłam oddech i przymknęłam oczy. Czułam, jak klęka nade mną i gorączkowo wali sobie konia. Poczułam strumień gorącej spermy na pośladkach i nie otworzyłam oczu. Potem usłyszałam szelest zakładanych ubrań oraz zamykanie drzwi. Nie otwarłam już oczu przed zaśnięciem. I chyba nawet nic mi się nie śniło.